Oglądasz tekstową wersję strony, która zużywa mniej danych. Zobacz pełną wersję tej strony ze wszystkimi zdjęciami i wideo.
Wstępne wyniki wyborów parlamentarnych w Izraelu nie wskazują wyraźnego zwycięzcy
- Autor, David Gritten
- Data publikacji
- Czas czytania: 2 min
Sondaże exit poll sugerują, że w kluczowych wyborach parlamentarnych w Izraelu nie ma wyraźnego zwycięzcy. Ani wieloletni premier Benjamin Netanjahu, ani były szef sztabu izraelskiej armii Gadi Eisenkot nie wydają się być na drodze do uzyskania większości parlamentarnej.
Dwie izraelskie stacje telewizyjne prognozują, że partia Yashar Gadiego Eisenkota oraz trzy współpracujące z nią ugrupowania opozycyjne zdobędą 51 miejsc w 120-osobowym Knesecie. Tyle samo mandatów ma przypaść partii Likud Benjamina Netanjahu oraz jej skrajnie prawicowym i ultraortodoksyjnym sojusznikom. Sondaż trzeciej stacji dawał Netanjahu przewagę trzech mandatów.
Wiele zależeć będzie od roli dwóch arabskich partii, którym prognozuje się rekordowe 18 lub 19 miejsc w parlamencie.
Frekwencja we wtorkowych wyborach była najwyższa od dziesięcioleci. W chwili zamknięcia lokali wyborczych o godz. 22:00 czasu lokalnego wynosiła 77,7%. To najwyższy poziom frekwencji odnotowany przy zamknięciu lokali od 1999 roku.
Publikacja oficjalnych wyników rozpocznie się w nocy, jednak około 600 tys. głosów oddanych poza lokalami wyborczymi, głównie przez żołnierzy, nie zostanie w pełni policzonych aż do czwartku. Stanowią one około 10% wszystkich oddanych głosów.
Po potwierdzeniu ostatecznych wyników i konsultacjach ze wszystkimi ugrupowaniami politycznymi prezydent Izraela powierzy misję utworzenia rządu liderowi partii, który jego zdaniem ma największe szanse na zbudowanie koalicji.
Proces ten może potrwać kilka tygodni. Jeśli zakończy się niepowodzeniem, konieczne będzie przeprowadzenie kolejnych wyborów.
W siedzibie partii Yashar Gadiego Eisenkota w Tel Awiwie zwolennicy polityka wiwatowali i skandowali „Bibi, idź do domu!" po opublikowaniu pierwszych sondaży exit poll. Według prognoz nadawców Kan, Channel 12 i Channel 13 jego blok miał zdobyć od 52 do 53 miejsc w Knesecie, podczas gdy koalicji rządzącej Benjamina Netanjahu prognozowano 50 mandatów.
Eisenkot powiedział, że jego ugrupowanie „przeszło do historii", i obiecał dopilnować, by decyzja wyborców przełożyła się na powstanie „syjonistycznego rządu: stabilnego i dobrego dla wszystkich obywateli Izraela".
Jego sojusznik z partii Beyachad („Razem"), były premier Jair Lapid, ocenił, że blok Netanjahu poniósł „miażdżącą porażkę".
Nie było jednak oznak kapitulacji w jerozolimskiej siedzibie partii Likud Benjamina Netanjahu, której sondaże dawały pozycję największego ugrupowania w Knesecie.
Zwolennicy Likudu przyznawali w rozmowie z BBC, że są zdenerwowani. „To nie koniec, dopóki nie policzono wszystkich głosów, ale nie ukrywam, że się denerwuję," powiedział Itzik.
Sojusznik Netanjahu, minister spraw zagranicznych Gideon Saar, ocenił, że świętowanie przez opozycję jest „przedwczesne". Z kolei minister bezpieczeństwa narodowego Itamar Ben-Gwir wezwał zwolenników swojej skrajnie prawicowej partii Żydowska Siła do modlitwy o to, by ostateczne wyniki doprowadziły do powstania „w pełni prawicowego rządu".
W środę nad ranem stacje telewizyjne zaktualizowały swoje sondaże exit poll. Prognozy Kan i Channel 13 wskazywały remis obu bloków po 51 mandatów, podczas gdy Channel 12 dawał blokowi Netanjahu 52 miejsca w Knesecie, a blokowi Eisenkota 49.
Później Netanjahu pojawił się w siedzibie Likudu i oświadczył, że jego prawicowy blok dysponuje „dużą większością". Wezwał również do utworzenia „silnego, prawicowego rządu narodowego".
Przewiduje się, że dwie partie arabskie zdobędą dodatkowe mandaty w parlamencie dzięki wysokiej frekwencji wśród arabskich obywateli Izraela. Stanowią oni około jednej piątej ludności kraju i często określają się jako palestyńscy obywatele Izraela.
Partie te mogą odegrać kluczową rolę w powyborczych negocjacjach koalicyjnych, jednak tylko jedno ugrupowanie otwarcie opowiedziało się za współpracą z nimi w przyszłym rządzie.
Przy tłumaczeniu tego artykułu, który oryginalnie był napisany w języku angielskim, użyto narzędzi AI. Dziennikarz BBC sprawdził tłumaczenie przed publikacją. Więcej o tym, jak używamy AI.
Edycja: Julita Waleskiewicz